Wspólnota Cenacolo Polska

MATKA ELVIRA

GŁOS PAPIEŻA

KSIĄŻKA "PRZYTULENIE"

NASZE CZASOPISMO

andrea-in-2014Mam na imię Andreja i pochodzę ze Słowacji. Poproszono mnie o napisanie świadectwa mojego życia, właśnie w dniu mojej siódmej rocznicy wstąpienia do Wspólnoty. Pomyślałam: „Co za dar!”.
I to dla mojego życia jest właściwie słowo, który przychodzi mi na  myśl kiedy patrzę za siebie i widzę moją historię. Wspólnota była dla mnie wielkim darem Pana Boga i dalej nim jest. Od dziecka byłam radosna i otwarta, nie pamiętam jakichś wielkich problemów czy przeszkód. Do ósmego roku życia moje życie było normalne, byłam dobra w szkole, miałam wielu przyjaciół i wielką chęć do odkrywania świata. Czułam jednak, że w mojej rodzinie coś jest nie tak, ale nie starałam się w to głębiej wchodzić. Doszłam do takiego momentu, w którym nie mogłam już znieść tych wszystkich kłamstw jakie sobie wmawiałam i w końcu przestałam usprawiedliwiać ciągły brak mojej mamy, wielki nieporządek w domu i ogromną złość. Zdałam sobie sprawę, że z moją mamą nie łączy mnie żadna relacja: wyjeżdżała z domu wcześnie rano, a wracała kiedy już spałam. Nie znałyśmy się. Czułam, że mój ojciec mnie kocha, ale często cierpiałam z powodu jego ludzkich słabości. To wszystko zmusiło mnie do tego, aby bardziej otworzyć się do mojego brata, który jest o rok starszy. Byliśmy dla siebie rodzicami, pomagaliśmy sobie i pocieszaliśmy się w trudnych chwilach. Kiedy miałam dwanaście lat moi rodzice się rozwiedli i razem z bratem zostaliśmy z ojcem. Do tego doszły problemy finansowe, musieliśmy zmienić dom i przeprowadzić się na wieś, do domu moich dziadków. Właśnie tam zaczęłam się buntować, i ten bunt który nosiłam w sobie przez tyle lat zaczął się ujawniać: pierwsze papierosy, wyjścia z domu. Moja babcia była dla mnie dobra, czuła i pełna wiary, ale z powodu jej podeszłego wieku brakowało jej siły. Byłam jedyną „młodą” kobietą w domu; widziałam ile jest potrzeb i rzeczy do zrobienia, ale nie chciałam tego zaakceptować. Od małego Jezus był moim przyjacielem, w ciężkich chwilach prosiłam Go o pomoc, ofiarowywałam drobne poświęcenia. Ale wtedy miałam tylko jedne pytanie: „Dlaczego? Dlaczego tyle cierpienia, poczucia winy, samotności, pustki i smutku w sercu?”. Wydawało  mi się, że nie otrzymuję odpowiedzi na moje pytania, i coraz bardziej byłam przekonana że Bóg nie istnieje, myślałam o Nim tylko aby go osądzać i zarzucać Mu to wszystko co mi się nie udawało. Stałam się pusta, myślałam, że życie istnieje tylko po to aby je jakoś przeżyć, gdzie każdy myśli tylko o sobie. Przyjaźnie jakie budowałam były egoistyczne, szkoła już mnie nie obchodziła, nigdy nie było mnie w domu. I tak doszłam do momentu w którym chciałam sobie odebrać życie, ponieważ odbierałam je jako ciężar. Ale w tym momencie Bóg spojrzał na mnie i narodziny mojej siostry, po tym jak tata ponownie się ożenił, były dla mnie promykiem światła. Te krótkie chwile w których czułam, że potrafię jeszcze kochać, pomagały mi wychodzić z rozpaczy. Jednak ciągle się kłóciłam, a zwłaszcza z nową wybranką mojego ojca, do tego doszły jeszcze choroby dziadka i babci. Chciałam odejść, ale wiedziałam, że ten grosz jaki zarabiałam dla domu znaczył wiele. Poznałam chłopaka, który zaproponował mi wyjazd do Niemiec. Na początku wydawało mi się to doskonałą propozycją, ale po krótkim czasie zrozumiałam, że materialne rzeczy i „wolność’ do robienia tego co mi się podoba, przyjmując tym samym propozycje świata, nie przynoszą szczęścia. Właśnie przeciwnie, zaczęły się problemy z jedzeniem. Jednak Bóg mnie nie opuszczał, pozwolił mi poznać pewną rodzinę, dzięki której krok po kroku, zrozumiałam że potrzebuję pomocy. To, że ich poznałam pomogło mi zrozumieć, że warto jest walczyć o życie. Kiedy wstąpiłam do Wspólnoty i po raz pierwszy przytuliła mnie Matka Elwira, nie rozumiałam co do mnie mówi, ale dostrzegłam że właśnie to jest to miejsce, którego tyle czasu szukałam.
Odkryłam, że to Miłosierny Bóg zbliżył się do mnie, aby swoją Miłością spalić to wszystko co mnie boli i przemienić moje życie. Pierwsze dwa lata nie były dla mnie proste, ale żyjąc w domu w Lourdes, Maryja odnalazła sposób aby zatrzymać mnie we Wspólnocie. Za każdym razem kiedy chciałam odejść, ktoś był przy mnie, modlił się i dodawał mi odwagi. Zawierzyłam się Maryi, przez co mogłam odczuć wielką czułość, cierpliwość i uzdrowienie. Ona zaprowadziła mnie do Jezusa, który krok po kroku uczył mnie jak nosić krzyż. Po jakimś czasie Bóg powołał mnie na misje i było to nowym początkiem na mojej wspólnotowej drodze. Otworzyło się przede mną nowe życie, bardziej intensywne, które więcej wymagało, ale także więcej dawało. Przeżywałam wiele sytuacji w których mogłam poznać moje ograniczenia, ale tym samym mogłam je przezwyciężać, poznać siebie do końca, ale i pozwolić innym na poznanie siebie, służyć nie tylko wtedy kiedy ja tego chciałam lecz zawsze. Dzieci mają ten dar, że wyciągną z Ciebie wszystko. Pojechałam do Meksyku myśląc, że chcę im coś dać, ale to one mnie przyjęły i podarowały mi bezinteresowną przyjaźń, dobroć i prostotę…
Nauczyły mnie także, że zbawienie jest darem, że nie muszę na nie zarobić, lecz tylko go przyjąć i z niego się cieszyć. Wszystko to czym dzisiaj żyję, każdy dzień, jest nieskończonym Bożym darem. Pragnę podziękować wszystkim, którzy mnie wspierali i prowadzili na tej drodze, ponieważ byli dla mnie Opatrznością, która ocaliła moje życie i wreszcie uczyniła je szczęśliwym. Dziękuję z całego serca!

MODLITWY

EWANGELIZACJA

WIZYTY

516055
Dziś
W tym tygodniu
W tym miesiącu
147
2466
6575

Copyright © Wspólnota Cenacolo 2014. All Rights Reserved.